Internetowe przyjaźnie
Jeszcze dziesięć lat temu, gdy zaczęłam moją przygodę z blogowaniem, nie było mowy o czymś takim jak "przyjaźń internetowa". W końcu to oczywiste, że po drugiej stronie czają się pedofile i nikomu nie można ufać. Ale nawet nastolatka zdaje sobie sprawę, że istnieją pewne kategorie, które pozwalają danej osobie zaufać (a przynajmniej jej płci i wiekowi). Dzięki temu wiedziałam, że w tej części blogosfery, w której się w danym czasie poruszałam, przyjaźń może zaistnieć, ponieważ pedofilia nie sięga aż tak daleko. W wieku piętnastu lat nawiązałam w Internecie pierwsze przyjaźnie. Nie wszystkie przetrwały - ba! przetrwała tylko jedna, która pojawiła się, gdy ja byłam już w liceum. Potem zamknęłam tamten okres w moim blogowaniu i powoli ruszyłam do świata blogowania tematycznego. I tutaj poznałam kolejne osoby - wiąże mnie z nimi sympatia, z niektórymi przyjaźń. W dzisiejszych czasach lepiej wiesz, z kim masz do czynienia. Ale mi to i tak nigdy szczególnie nie przeszkadzało.
Tak, blogowanie zmieniło we mnie podejście do przyjaźni. Czy to nie dziwne, że z dziesiątek przyjaciół, których zyskałam w życiu, najlepiej mają się ci, których poznałam wirtualnie? Nie odtrącam tych "realnych", oczywiście, że nie. Niemniej Internet wywołuje we mnie inne emocje, tworzy inne więzi. Dziwne, ale prawdziwe. W końcu prędzej czy później spotykam tych "internetowych" na żywo i wiecie co? Jeszcze nigdy się nie rozczarowałam.
Dziś chcę podziękować. Moim Kasiom, Giom, Elfom i Jaskółkom za to, że są, że wzbogacają moje życie rozmową, wywołują uśmiech na twarzy i są sobą.
Tak, blogowanie zmieniło we mnie podejście do przyjaźni. Czy to nie dziwne, że z dziesiątek przyjaciół, których zyskałam w życiu, najlepiej mają się ci, których poznałam wirtualnie? Nie odtrącam tych "realnych", oczywiście, że nie. Niemniej Internet wywołuje we mnie inne emocje, tworzy inne więzi. Dziwne, ale prawdziwe. W końcu prędzej czy później spotykam tych "internetowych" na żywo i wiecie co? Jeszcze nigdy się nie rozczarowałam.
Dziś chcę podziękować. Moim Kasiom, Giom, Elfom i Jaskółkom za to, że są, że wzbogacają moje życie rozmową, wywołują uśmiech na twarzy i są sobą.



U mnie na razie nie ma "internetowych blogowych przyjaźni", ale myślę, że jeszcze za krótko bloguję, abym mogła tak stwierdzić :) Ale miło, ze takie przyjaźnie się zdarzają i są możliwe :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło!
Słowem - blog daje frajdę z pisania, z tego, że się ma czytelników, z tego, że nawiązuje się nowe znajomości...
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie już życia bez blogowania...
Buziaki :*
Wirtualne przyjaźnie są na prawdę wspaniałe! Sama mam kilka takich na koncie i nie wyobrażam sobie w tej chwili życia bez nich!
OdpowiedzUsuńZ roku na rok przekonuję się, że wirtualny świat oferuje wiele ciekawych znajomości i przyznam szczerze, że dzięki Uli i jej wyzwaniu trafiłam tu, do Twojego świata. Obejrzałam Twoje filmy na YT i wydajesz się szalenie barwnym ptakiem :) Fajnie, że 'netoświat' skraca odległości na mapie :) Ściskam!
OdpowiedzUsuńJa też liczę na to, że poznam nowe osoby dzięki blogowaniu :)
OdpowiedzUsuńCiekawe podejście do internetowych przyjaźni choć ja wolę tę miejscowe, które teraz niestety muszę utrzymywać przez internet.
OdpowiedzUsuńJa też :). Z czasem jednak te internetowe stają się "miejscowymi" i to dodaje im jeszcze więcej aromatu :).
OdpowiedzUsuńJa na to nie liczę, te właściwe same się znajdują. Chemia potrafi nawet działać na odległość :).
OdpowiedzUsuńDziękuję! :). Barwnym, ale jakże niepoprawnym! :D.
OdpowiedzUsuńJednak czytanie samych blogów i kontakt na forum publicznym to nie to samo co ten prywatny - w mailach, na Gadu-Gadu, w SMS-ach...
W baaaardzo wielkim skrócie i generalizacji masz rację, niemniej ja widzę w tym o wiele więcej.
OdpowiedzUsuńNajwidoczniej nie natrafiłaś jeszcze na właściwe osoby. Czasem pojawiają się znikąd, czasem są blisko długi czas i się to powoli rozwija, a czasem trzeba czekać długo, gdy w innej sytuacji pojawiają się od razu. Jak w życiu :).
OdpowiedzUsuńZgadzam się, internetowe przyjaźnie nie są wcale gorsze od tych w tzw. ,,realu" a często nawet i trwalsze pomimo, że znasz tę osobę jedynie z monitora. Bardzo się cieszę mogąc poznawać nowych ludzi dlatego zawieram takie znajomości, które często trwają całe lata!
OdpowiedzUsuńMam inne doświadczenie :)
OdpowiedzUsuńOpowiesz o nim? :).
OdpowiedzUsuńMoje doświadczenie polega na tym, że sama wychodzę z propozycją nawiązania znajomości. Przeważnie mam pomysł na wspólny projekt i umawiam się na kawę. Dzięki temu również ja decyduję, kim się otaczam. Dodatkowo jestem otwarta na nowe znajomości, które powstają przy okazji różnych eventów.
OdpowiedzUsuńTo ta część, którą zauważyłam, przeczytawszy Twojego bloga :). Masz wprawdzie niewiele postów, ale skupiają się one na innych osobach (póki co - jestem bardzo ciekawa, jak to dalej rozwiniesz). Jednak nie każdy jest tak otwarty. Ja np. jestem dość trudną osobą, niechętnie inicjuję nowe znajomości i preferuję małe grono ciekawych osób, którym mogę poświęcić mój czas w pełni, niż tłum, którego imion nie mogę zapamiętać (mam problem z zapamiętywaniem imion). Niemniej cieszy mnie, że istnieją takie otwarte osoby jak Ty :). Świat staje się wtedy nagle większy.
OdpowiedzUsuńJak najbardziej rozumiem. Jesteśmy inne. A jeździsz na spotkania blogerów?
OdpowiedzUsuńZdarzało mi się, gdy jeszcze mieszkałam w Krakowie. Wspominam to dość miło :).
OdpowiedzUsuńI bingo maleńka :)
OdpowiedzUsuńZnalazłam się tutaj :* Ja się mam skromnie w tym temacie, jesteś moją drugą internetową znajomością, którą maltretuję bardziej niż przez komentarze :) A właściwie na ten moment jedyną, bo pierwsza zapodziała się już lata temu :)
OdpowiedzUsuńZnalazłaś się. bo znajdujesz się w moim świecie :*.
OdpowiedzUsuń