Występ i odliczanie do końca semestru.
Wczorajszy występ mogę uznać za udany. Choć dzień sam w sobie był pełen (nerwów, wypadków, krzyków [moich] i zajęć), udało mi się go przetrwać i zakończyć z całkiem przyzwoitym nastrojem. Publiczność była niezbyt liczna, ale po opuszczeniu sceny uzyskałam kilka informacji, których poszukiwałam od kilku dni i po które nie chciało mi się iść. Stres mnie nie zjadł, połamania nóg mi nikt nie życzył, choć o mało do tego nie doprowadziłam, tańcząc (o ile można moje ruchy tak nazwać) jeszcze przed próbą i potykając się o stół (pół godziny bolała mnie cała lewa połowa ciała). A potem występy, światła świecące po oczach, zrobienie swojego i do widzenia. A co o pełności? Nerwy - niezbyt fortunny to czas w miesiącu na wkurzanie mnie, ale niektórzy to robią. A Alina głodna, Alina zła. Alina kocha jeść i nie znosi, gdy musi zjeść późne śniadanie z jeszcze większym opóźnieniem tylko dlatego, że ktoś ma kaprysy, które okazują się bez sensu. Nie ma co, zdarza mi się wdawać w awantury z wykład...