Food diary, czyli co jadłam przez ostatni tydzień.
Wpadłam na głupi pomysł zwracania uwagi na to, co jem, ile jem, kiedy jem... Bzdura. Chciałam Wam po prostu pokazać, jak wygląda mój bezmięsny i bezglutenowy tydzień. Tak, od dwóch tygodni trzymam się z daleka od glutenu - jakimś cudem moje problemy z układem pokarmowym się uspokoiły, więc chyba pozostanę przy tej diecie. Zwykle jestem dość jednostajna. Kupię coś i jem to przez kilka dni, dlatego pewne rzeczy się powtarzają. A czasem zwyczajnie mam ochotę tylko i wyłącznie na jedną rzecz i żywię się nią na okrągło, dopóki mi się (na jakiś czas) nie znudzi. Dlatego non stop widać kozi camembert, czy miód (w tym miesiącu kupiłam dwa - manuka i z kwiatu pomarańczy - i się nimi zachwycam), albo truskawki. Od razu pragnę zaznaczyć, że sobota była tragiczna pod względem żywieniowym, bo nie zjadłam nic sensownego (z braku czasu na cokolwiek) i jadłam w zasadzie z doskoku, co mi wpadło w ręce. Spróbowałam podzielić to na jakieś sensowne kategorie posiłkowe, ale było to trudne. A "dese...