Bezzdjęciowo, prawojazdowo, planowo.
Dziś sobie trochę pogadam, bo odkryłam na Kofferze przerost formy (zdjęć) nad treścią. Będzie pusto, szaro i smętnie - jak wczesne poranki typu siódma rano, o której zaczynam jutro moją trzecią jazdę. Tak! Nareszcie zaczęłam! Pierwsza była w poniedziałek, ale za to następną mam bodajże w przyszłą niedzielę... Bo cóż, wyjeżdżam w piątek na weekend do Gdyni, gdzie zamierzam dobrze się bawić . Po powrocie będę mieć trochę ponad tydzień, żeby na dobre przygotować się do półtoradniowego wyjazdu do Frankfurtu. Stamtąd do Warszawy, a po dwóch dniach w Stolicy ruszam w Budapeszt. Z Gią oczywiście. Potem wracam do domu - na jazdy, oczywiście. Może w końcu nauczę się nie próbować rozbijać jakiś pojazdów. Tak subiektywnie uważam, że jazda do przodu idzie mi całkiem nieźle. Jak na osobę, która panikowała, że nie potrafi odpalić samochodu (po dniu dzisiejszym nie mam najmniejszych wątpliwości, że potrafię. Potrafię nawet patrzeć na drogę, a nie swoje odbicie w lusterku, rozmawiać z instruktore...